Zermatt zasłynął w tym roku jako gospodarz finałowej edycji Enduro World Series, ale moja żona namawiała mnie na tę miejscówkę już od paru lat. W końcu udało się ją odwiedzić i – spoiler alert – szybko wylądowała na szczycie naszej listy najpiękniejszych miejsc, w jakich jeździliśmy na rowerach. Warto czytać dalej!

Prolog: Matterhorn
Na wstępie muszę Cię przeprosić za monotematyczne zdjęcia. Kiedy jeździsz w Zermatt, w każdy kadr wbija się najsłynniejsza góra Europy – nie da się tego uniknąć! Licząca 4478 m n.p.m. primadonna nie jest nawet najwyższym szczytem w okolicy, ale i tak dominuje krajobraz i rządzi niepodzielnie. Więc czytając ten przewodnik – i jeżdżąc po trasach – trochę się na niego napatrzysz.
Trasy
Uwaga ogólna: Zermatt nie jest bikeparkiem. Wszystkie trasy (za wyjątkiem dwóch flowtraili) są poprowadzone szlakami pieszymi, więc jest to miejscówka zdecydowanie bardziej all-mountain/enduro, niż DH. Osoby na zjazdówkach i w fullface’ach zdarzają się tutaj bardzo rzadko.
Gornergrat
Gornergrat Classic
Jeśli miałbyś w Zermatt przejechać tylko jedną trasę, niech to będzie Gornergrat Classic. Jest to połączenie soczystego górskiego szlaku (trudność S2) z wybitnymi widokami, z rewelacyjnym Riffelsee odbijającym Matterhorn na czele. Warto zrobić tę trasę przy dobrej pogodzie, a jeszcze lepiej – przy zachodzie słońca (żałowałem, że nie zabrałem lampek!).
Kelle (nr 2) a.k.a. Rock’n’Roll
Przebiegał tędy odcinek specjalny EWS (a nawet dwa), ale kiedy jechaliśmy tu z Malwiną, nie uwierzyła ona, że jest to oficjalna trasa rowerowa, dopóki nie zobaczyła tabliczki z numerem. To solidny górski szlak o poziomie trudności S2-S3, który w całości zjadą tylko osoby z dużym doświadczeniem w alpejskim terenie. Skały, agrafki, ekspozycja – jest tu wszystko. W dolnej, leśnej części poziom trudności trochę spada, choć tak czy siak, polecam tę trasę tylko zaawansowanym.
Panorama Bike
„Turystyczny” wariant zjazdu z Gornergrat, przeważająco szutrowy, z paroma ciekawszymi momentami – można zjechać, ale na pewno nie jest to „must see”. Możesz go jednak traktować jako szlak „komunikacyjny” – szutry zawijają na drugą stronę dolinki, w rejon Sunnegga.
Sunnegga / Blauherd
4 Lakes Tour
Szutrowa, ale bardzo widokowa wycieczka odwiedzająca cztery górskie jeziorka. Ze względu na tłok piechurów, nie licz tu na fajną jazdę. To po prostu czysto turystyczna rundka na pierwsze zapoznanie z okolicą. Ambitne osoby mogą sobie darować, odwiedzając tylko pierwsze jeziorko – Stelisee – zdecydowanie najbardziej widokowe.
Marmot Trail
Stelisee najlepiej odwiedzić w ramach wizyty na szlaku świstakowym, zjeżdżającym do stacji pośredniej wyciągu. Nie jest to oficjalna trasa rowerowa, więc warto pamiętać, że liczni piesi mają tu bezwzględne pierwszeństwo (na trasach oficjalnych zasadniczo też). Po zjechaniu do stacji pośredniej możesz kontynuować flowtrailem Sunnegga lub trawersem Oberer Hochenweg (uwaga: poniższe zdjęcia zastępcze zostały zrobione na innym okolicznym szlaku).
Sunnegga Trail
Naprawdę dobre flowtraile to rzadkość w alpejskich bikeparkach, ale właśnie taka trasa prowadzi ze stacji pośredniej do Zermatt. Dzięki temu, że nie jest to typowy bikepark – trasa nie zjeżdża bezpośrednio pod stację wyciągu (na dole czeka Cię całkiem długi zjazd szutrem/asfaltem) – ruch jest bardzo mały, a trasa jest w świetnym stanie. Warto – to jeden z najlepszych flowtraili, na jakich byłem!
Oberer Hochenweg
Hochenweg, czyli „szlak wysokościowy” – trasa ta jest bardzo ciekawym połączeniem solidnej ekspozycji z bardzo przystępnym, łagodnym charakterem. W większości prowadzi lasem, ale parę przejazdów po skalnej półce robi wrażenie. Trasa ta jest nazywana „The Holy Traverse” – zdecydowanie stanowi punkt obowiązkowy. Kończy się mniej więcej w połowie Sunnegga Trail, więc na deser dostajesz jeszcze kilkanaście band i rollerów.
Blauherd-Tasch
Górna część, znana też jako Flower Power, jest bardzo fajnym, naturalnym, alpejskim singlem biegnącym między skałami rozrzuconymi po łące. Dalej prowadzi trawersującym szlakiem Europaweg, który opiszę za chwilę (przy okazji helibikingu).
Schwarzsee
Kalbermatten – Yo-Yo / Hobbit
Sztandarowa wycieczka zaczynająca się u stóp Matterhorna – choćby dla widoków warto się na nią wybrać. Ale nie tylko, bo prawie cała trasa prowadzi bardzo przyjemnym i chwilami wymagającym singlem w najpiękniejszej dolinie ever. Bardzo ważne jest jednak, żeby na szutrowym początku nie przegapić odbicia na nieoficjalną trasę Hobbit (znajdziesz ją na Trailforks). To bardziej rowerowy plac zabaw, niż trasa – ścieżka wielokrotnie się rozgałęzia, na moje oko umożliwiając co najmniej trzykrotny przejazd bez powtarzania tej samej linii. Polecam – cała wycieczka zdecydowanie mieści się w top 3 najlepszych tras w Zermatt!
Glacier Garden Loop
Jeśli a) stęskniłeś się za podjazdami lub b) chciałbyś przejechać się wiszącym mostem, możesz po drodze na powyższą wycieczkę wyskoczyć z wyciągu na stacji pośredniej (Furi) i zrobić sobie bonusową rundkę do „bramy lodowca”. Wycieczka w zdecydowanej większości prowadzi szutrami, dopiero pod koniec pojawia się ścieżka. Całkiem pod koniec zmienia się ona w skalne rumowisko, więc polecam wziąć ze sobą jakąś linkę, żeby zostawić rowery i ostatnie paręset metrów pokonać pieszo – warto! Ogólnie jednak jest to trasa typowo turystyczna – prowadzi terenami, które jeszcze w średniowieczu były przykryte lodowcem.
Moos Trail
Drugi flowtrail w Zermatt leży między Schwarzsee a Gornegrat – bardziej prawdopodobne, że trafisz na niego zjeżdżając z tego drugiego. Bo właśnie przy okazji najlepiej go zaliczyć – na zdjęciach wygląda fajnie, i nawet kończył się nim finałowy odcinek specjalny tego sezonu EWS, ale raczej nie jest to trasa, o której będziesz opowiadał kolegom.
Rothorn
W 2019 wyciąg na Unterrothorn był zamknięty, więc jedynym sposobem, żeby dostać się na szczyt był… helikopter. Nie omieszkaliśmy z tego skorzystać!
Heli Bike Zermatt
Heliport Air Zermatt oferuje swoje usługi również rowerzystom – w ofercie są dwie „strefy zrzutu”:
- Unterrothorn – wlatuje się na górę zazwyczaj dostępną z wyciągu, więc na pierwszy rzut oka nie jest to jakaś wybitna atrakcja. Ale po pierwsze, w 2019 wyciąg jest zamknięty, a po drugie – czy helibiking może nie być wybitną atrakcją?! Lot trwa 3-4 minuty i kosztuje 80 CHF od osoby (muszą się zebrać 4) – mniej, niż jednodniowy karnet na wszystkie wyciągi, czy pojedynczy wjazd na Gornergrat.
- Alphubeljoch/Aschihorn – bardziej odległe miejsca, z których powrót możliwy jest tylko z przewodnikiem – co winduje cenę do blisko 400 CHF. Aż tacy bogaci nie jesteśmy…
Helikopter helikopterem, ale co dalej? Najlepszy wariant zjazdu z Unterrothorn to szlak Europaweg do Täsch. Teoretycznie pokonanie tej trasy powinno zająć jakieś półtorej godzinki, ale jest tak widokowa, że zdjęciami spokojnie można ją rozciągnąć na całodniową wycieczkę. Jest też rewelacyjna pod względem jazdy – w większości jest to trawers, połączony z paroma sytymi, technicznymi zjazdami. Są odcinki bardzo łatwe, są odcinki bardzo trudne – pełen pakiet!
Wcześniej napisałem, że gdybym miał w Zermatt zjechać tylko jedną trasę, wybrałbym Gornergrat Classic. Ale gdyby był to faktycznie jednodniowy pobyt, ciekawszym pomysłem byłby jednak helibiking połączony ze zjazdem do Täsch. Zdecydowanie „must see”!
PS. Z Täsch do Zermatt można wrócić na trzy sposoby: pociągiem (nuda i drogo), asfaltem (nuda) i szlakiem rowerowym wzdłuż torów. Polecam tę trzecią opcję – względem szosy dokłada się jakieś 150 metrów przewyższenia, ale zdecydowanie lepiej męczyć się w miłych okolicznościach przyrody, niż na ruchliwym – jak na drogę objętą zakazem ruchu – asfalcie.
Dojazd do Zermatt
Transport do Zermatt to temat na obszerny akapit, bo jak na standardy XXI wieku, jest on bardzo skomplikowany. Po pierwsze, to kawał drogi z Polski – około 1400-1500 km – warto więc rozłożyć trasę na dwa dni. My wyjechaliśmy w piątek po pracy i po ok. 7 godzinach zatrzymaliśmy się na niemieckim campingu.
Można też jechać przez Czechy i Austrię, ale różnica czasowa jest niewielka, a w kosztach winiet – całkiem odczuwalna. Jadąc przez Niemcy, wystarczy winieta szwajcarska (całoroczna – innych opcji brak). Najlepiej kupić ją na granicy, wybierając bramkę „Ohne Vignette”, do której o dziwo kolejka jest znacznie mniejsza (a przynajmniej nam się taka trafiła). Koszt to 40 EUR lub 40 CHF płatne gotówką, więc warto kupić lokalną walutę przed wyjazdem.
Po drodze czeka Cię jeszcze przeprawa… pociągiem pod przełęczą Furka (ok. 100 zł). Jeśli wolisz nadłożyć trochę drogi (zajebistej, alpejskiej drogi, trzeba dodać), zaznacz w Mapach Google… „Unikaj promów” (serio).
Kiedy już pokonasz całą trasę, nie myśl sobie, że ot tak wjedziesz sobie jak panisko do Zermatt i znajdziesz swój nocleg. Co to to nie. W Zermatt obowiązuje zakaz ruchu samochodów i motocykli. Auto zostawiasz więc kilka kilometrów wcześniej, w Täsch, i dalej jedziesz pociągiem – trzeba to uwzględnić przy pakowaniu, bo zabranie się z pięcioma torbami, rowerami, kaskami itd. może się nie udać (polecam spakować się do dużego plecaka turystycznego, ew. jednej dużej walizki na kółkach).
Ale to nie koniec komplikacji. Parking w Täsch kosztuje fortunę, więc warto wypakować na dworcu wszystkie bagaże, zawieźć samochód do wcześniejszej miejscowości Randa, gdzie ceny są znacznie bardziej przystępne (ok. 5 CHF za dzień) i wrócić do Täsch na rowerze. Uff…
Oczywiście na tym odyseja się nie kończy, bo trzeba jeszcze dostać się z całym majdanem z dworca w Zermatt do hotelu. My wybraliśmy nocleg oferujący odbiór bagaży samochodem (a w zasadzie elektrycznym „melexem”, które są tu jedynym obowiązującym środkiem transportu poza rowerem), co okazało się zbawieniem – Zermatt jest mocno pofałdowane, więc wtarganie bagażu w niektóre miejsca może stanowić dużo większe wyzwanie, niż wynika to z rzutu okiem na mapę…

Nocleg w Zermatt
Dwa domyślne warianty to pokój hotelowy (zwykle ze śniadaniem) i apartament. My, ze względu na oszczędności, paradoksalnie wybraliśmy tę drugą opcję – przy 2 osobach apartament jest droższy, ale umożliwia samodzielne gotowanie. Najlepiej jednak wybrać się w 4 osoby – takie apartamenty nie tylko wychodzą taniej, ale też jest ich najwięcej do wyboru.


Ile to kosztuje? Jak dobrze poszukasz, to 1100-1500 zł za tydzień od osoby (ta niższa kwota w przypadku czterech osób, wyższa – dwóch).
Ofert najlepiej szukać na Mapach Google i Bookingu, kontaktując się bezpośrednio z wybranymi hotelami, żeby było taniej.

A może camping lub hostel?
W Zermatt jest jedno niezbyt oblegane pole namiotowe, więcej znajdziesz w położonych niżej miejscowościach Täsch i Randa. Moim zdaniem, namiot jest jednak słabą opcją, z kilku powodów:
- konieczność zabrania całego sprzętu campingowego do pociągu, jeśli chcesz spać w Zermatt;
- konieczność codziennych dojazdów, jeśli chcesz spać w Täsch;
- niskie temperatury w nocy (Zermatt leży na ok. 1600 m n.p.m.);
- utrudnione gotowanie (samodzielne ogarnięcie obiadów pozwala zaoszczędzić kupę hajsu – o tym za chwilę).
Drugim wariantem budżetowym jest schronisko młodzieżowe. Najtańsza opcja, czyli łóżko we wspólnym pokoju, to 40-50 CHF (zależnie od terminu), a za dwuosobowy pokój z łazienką zapłacisz 120-150 CHF. Więcej szczegółów znajdziesz na stronie hostelu.
Ile to kosztuje i czemu tak drogo?
Ze względu na szalejący kurs franka, cen nie przeliczam na złotówki, ale w chwili pisania tego tekstu przelicznik jest bardzo prosty – można przyjąć, że 1 CHF = 4 zł. W sklepach i restauracjach obowiązuje też przelicznik 1 CHF = 1 EUR, więc płacenie w Euro – choć powszechnie możliwe – zupełnie się nie opłaca. Ja robiłem to tylko awaryjnie, kiedy nie dało się zapłacić Revolutem (darmową kartą wielowalutową – #masthew).
Same ceny są równie proste, jak ich przeliczanie – wszystko kosztuje tyle co u nas… tylko w innej walucie, czyli 4x więcej. Czyli np. jeśli w Polsce piwo z Żabki kosztuje 2 zł, tam zapłacisz 2 franki – tak jest praktycznie ze wszystkim (za wyjątkiem benzyny, która na stacjach położonych w dolinach kosztuje o ok. 1 zł więcej, niż w Polsce – nie ma tragedii). Przykładowo:
- Apfelstrudel na szlaku: 9-11 CHF
- pizza/spaghetti: 15-20 CHF
- piwo w knajpie: 6-7 CHF
- chleb: 3-4 CHF
Więc o ile 4x droższe zakupy w markecie aż tak nie szokują, to już makaron i piwo na szlaku za ponad 100 zł dość mocno odbijają się na psychice i końcowym koszcie wakacji.

Dlatego w sumie na tygodniowe wakacje warto zarezerwować sobie co najmniej 4, a najlepiej 5 tys. zł (z dojazdem). Ostateczną kwotę windują wyciągi i takie „dodatki” jak pociąg (ok. 24 CHF), parking (30 CHF) czy winieta (40 CHF), ale jak już wspomniałem, sporo można urwać na wyżywieniu. My, jak prawdziwe janusze, trochę jedzenia zabraliśmy ze sobą (słoiki + batony na rower) i nie jedliśmy obiadów na mieście ani w górskich knajpach (robiliśmy sobie kanapki z rzeczy kupionych w markecie).
Na jak długo?
Zwykle sugerowaną długość pobytu dopasowuję do ilości tras, ale w przypadku Zermatt równie duże znaczenie ma budżet. Przy czym nie jest to oczywiste, bo np. przyjazd na 1-2 dni zupełnie się nie opłaca, ze względu na stosunkowo niewielkie różnice w cenach karnetów na większą liczbę dni.

Gdzie jest sweet-spot? Moim zdaniem na poznanie wszystkich „głównych” tras potrzebujesz minimum 3 dni, a przy spokojniejszym tempie optymalne byłyby 4, plus 1 dzień na helibiking. Zwłaszcza, jeśli uwzględni się kaprysy pogody (my mieliśmy 3-dniowe karnety, więc oczywiście drugiego dnia lało…).
Co zabrać?
Do dość wolnych, ale technicznych tras w Zermatt najlepiej pasuje kask otwarty, warto jednak mieć ochraniacze – trudno tu wywinąć coś poważnego, ale łatwo się poobijać na kamieniach.
Zdecydowanie przyda się też plecak, a w nim:
- jedzenie – każdy postój w górskiej knajpce na radlera i makaron uszczupla portfel o ok. 100 zł…
- coś ciepłego do ubrania – większość czasu spędza się w przedziale 2000-3000 m n.p.m., więc bywa naprawdę chłodno (ja poza standardową ultralekką wiatrówką, zawsze miałem softshellową kamizelkę, ciepłe rękawiczki i buffa);
- zapasowe klocki hamulcowe i hak przerzutki;
- zestaw naprawczy do opon i dętka – standardem są tutaj ułożone z kamieni kanały odwadniające, przypominające sprzęt laboratoryjny do testowania odporności opon na dobicie.


Jaki rower?
Tradycyjnie najlepszy wybór to enduro – dobre zawieszenie i stabilna geometria bardzo się tutaj przydają. A co z mniej oczywistymi opcjami?
- ścieżkowiec – jeśli rower z mniejszym skokiem wystarcza Ci do jazdy w srogim terenie, to i w Zermatt bez problemu dasz sobie na nim radę. Pomyślałbym jedynie o założeniu mocniejszych opon.
- hardtail (trail) – uwaga jak wyżej, tylko bardziej – czyli możesz, jeśli wiesz, że Twój skill na to pozwala. Trasy w większości są wolne i techniczne, więc bez tylnego zawieszenia da się przeżyć. Choć wolałbym nie próbować ;) Ilość zjazdów pokonywanych każdego dnia potrafi zmęczyć nawet na pluszowym fullu…
- rower XC – nie. Po prostu nie.
- e-bike – żeby przyoszczędzić na karnecie, jedną całodniową wycieczkę (Schwarzsee) zrobiłem na elektryku, ale na dłuższą metę, e-bike nie zastąpi wyciągów/pociągu – przy solidnej jeździe, w ciągu dnia robi się ponad 4000 metrów przewyższenia, więc nawet z dwoma dużymi bateriami nie będziesz w stanie przejechać tego, co przejechałbyś wyciągami.
Podsumowanie
W dużym skrócie, Zermatt to miejsce dla osób, które nie chcą jechać do typowego bikeparku, bo wolą pojeździć po prawdziwych alpejskich szlakach – tyle że bez wyzwań kondycyjnych. Zamiast mocnej łydy przyda się tu bardzo dobra technika i górskie obycie, bo trudno znaleźć tu trasę bez surowych, skalnych sekcji, stromych agrafek czy ekspozycji.
Ale przede wszystkim, Zermatt to miejsce dla osób, które kochają góry. My zakochaliśmy się w nim tak, że im więcej czasu upływa od naszego pobytu, tym bardziej za nim tęsknimy. Bardzo rzadko nam się to zdarza – zwykle wygrywa chęć poznawania nowych miejsc, ale w to miejsce, mimo skomplikowanej logistyki i wysokich cen, na pewno wrócimy!
Wpis nietypowo zakończę galerią niewykorzystanych zdjęć – bo widoki w Zermatt są takie, że aż smutno niektóre z nich pominąć!
Zobacz też inne miejscówki o podobnym charakterze:
- Miejsca: Canazei, Val di Fassa, Włochy
- Miejsca: Livigno, Włochy
- Miejsca: Ischgl, Austria
- Miejsca: 3-Länder Enduro Trails, Nauders am Reschenpass, Austria
- La Palma z Transalp.pl
no pięknie pięknie się bawicie :)
Pięknie. Myślałem o tym miejscu bardziej pod kątem narciarskim, ale teraz…
Świetnie że takie perełki jak takie miejsca ktoś potrafi zagospodarować i jeszcze podzielić się z innymi.
Narciarsko też byłoby mega, ale latem jednak jeszcze lepiej :)
Gratuluję udanego wyjazdu. Zdjęcia ogień!
Dziękujemy! :)
O yessuuu ale mnie łeb rozbolał na te widoki…
bardzo podobała mi się relacja :) jakiego sprzętu użyłeś do robienia zdjęć, kamerki – by potem się z nami podzielić tak pięknym widokami?
Canon G7X (większość)
Samsung Galaxy S9
GoPro Hero Black 6
Z tym żarciem to warto pamiętać, że maks 1kg mięcha można wieźć. A zdjęcia masz zajebiste, fajnie, że zdecydowałeś się opisać takie fajne miejsce.
Mega! Namowiłeś mnie :)
Heh, w końcu ja Ciebie na coś, a nie odwrotnie ;)
Zbieram szczękę z podłogi… zdjęcia piękne.. to co dopiero w realu… :)
Po komentarzach widzę, że media faktycznie są w niepolskich rękach! Nie mogę skomentować relacji inaczej, niż: „spoko, ale znam kogoś, kto widział lepsze miejsca.” :)
Media w niepolskich rękach to mniejszy dramat, niż obecny rząd w ruskich i ciemnogrodzkich ( kościelnych).
Całkiem dobra miejscówka, ale logistyczny dramat.
Chodziło mi o to, że u Michała komentarze są w zdecydowanej większości pozytywne i pozbawione zawiści (co niezmiernie cieszy), co raczej rzadko zdarza się otaczających nas mediach:)
Widzę że punkt krytyczny w kwestiach nawet luźno dotykających polityki jest bardzo łatwy do przekroczenia – i to jest prawdziwy dramat.
Super fajowy opis. Bardzo konkretny, z praktycznymi opisami i komentarzami. Wspaniałe zdjęcia. Po prostu świetna relacja. Super
Epicka sceneria, swietne zdjecia.
Trasy i widoki nawet nie najgorsze, ale life-hack z ENDURO-ŻONĄ rozkminiłeś wzorowo!
Polecam! :)
My zamiast w samym Zermatt zatrzymywaliśmy się w Täsch – nie ma problemu z miejscem parkingowym, bo jest w cenie apartamentu, a i w okolicach Täsch są ciekawe trasy.
Jeśli chodzi o rezerwację apartamentu to polecam Interhome.pl – sporo ofert z tamtych rejonów.
No i jak już się przedymało taki kawałek do Szwajcarii to warto nie zamykać się tylko w okolicach Zermatt, ale choćby i zaliczyć okolice lodowca Aletsch – np. z Fiescha, w sam raz na jeden dzień, a widokowo urywa pupę co najmniej tak samo jak dolina Zermatt.
Dzięki za podpowiedź z Interhome i Aletsch!
Pozwolę sobie jednak połączyć dwa wyrwane z kontekstu fragmenty Twojego komentarza i napisać, ze „jak już się przedymało taki kawałek do Szwajcarii, to nie warto zatrzymywać się w Tasch” ;) Dla mnie mieszkanie w Zermatt było istotną częścią atrakcji i gdybym miał codziennie wracać do Tasch, czułbym żal i smutek :P Trochę tak, jakby pojechać na wczasy nad morzem, ale mieć nocleg 5 km od plaży – niby blisko, też ładnie, a do tego dużo taniej, ale jednak to nie to…
Zapewne trochę tak jest, jakbym się tam teraz wybierał rodzinnie to by pewnie stanęło na Zermatt.
Ostatni raz w tamtych rejonach byłem 5 lat temu i z tego co widzę od tego czasu Zermatt się zrobiło trochę bardziej przystępne cenowo w porównaniu z tym co było kiedyś, chociaż brzmi to trochę śmiesznie biorąc pod uwagę kurs franka :) Kiedyś jadąc na dwa auta, chcąc ogarnąć nie tylko okolice Zermatt i skupiając się tylko na wyrypie rowerowej, Zermatt było niczym więcej niż tylko kolejnym kurortem z cenami z kosmosu i logistycznym koszmarkiem „w gratisie”, więc to Tasch było takim złotym (o)środkiem wyjazdowym. A ścieżka dojazdowa między Taschem a Zermatt była idealną rozgrzewką ;)
„tego co widzę od tego czasu Zermatt się zrobiło trochę bardziej przystępne cenowo w porównaniu z tym co było kiedyś” – hmm nie wiem czy po prostu w Polsce zaczelismy miec ceny europejskie czy europejskie zarobki (pewnie po trochu to i to) ale juz ceny nie blokuja tak bardzo
Z tym heli-enduro-dojazdem to rozj…. mi system. Ile to niby kosztuje takie latanie?
Polecam przeczytanie artykułu, a nie tylko obejrzenie zdjęć :P
Nie mogę zebrać szczęki z podłogi na widok zdjęć. I to nie tylko ze względu na malowniczą scenerię. Ty Michał skubańcu świetnie robisz zdjęcia i przyprawiasz mnie tym o kompleksy. Chciałbym się wykręcić brakiem sprzętu, ale mam aparat podobnej klasy i tak spektakularnych fotek nie trzaskam
Dzięki! Sceneria robi swoje – z takim tłem jak w Zermatt, trzeba się postarać, żeby zrobić słabe zdjęcie. BARDZO dużo też daje późniejsza obróbka – gdybym wrzucił tu zdjęcia prosto z aparatu, raczej nikt by się nie obejrzał ;)
Ludzie to wiedzą, że żyją…
Michale wiesz może jak się ma skala trudności STS, którą używasz w artykule ma się do skal IMBA? Można to jakość zmapować? Pytam, bo przyzwyczajony do skal trudności z Trailforka. Z braku doświadczenia ciężko mi się odnieść do alpejskich klimatów. Pewnie ciężko o coś porównywalnego w Polsce, na czym można się sprawdzić za nim rzucimy się na Alpy?
W artykule masz mapkę z Trailforks z tamtejszymi oznaczeniami.
W takim dużym uproszczeniu:
S0 – trasa zielona, weź gravela
S1 – trasa niebieska, łatwa, każdy kto jeździ w górach sobie poradzi
S2 – trasa czerwona, z trudniejszymi elementami, ale przy średnich umiejętnościach płynna i przyjemna
S3 – trasa czarna, trudna, wymagająca konkretnego skilla i nie dająca odpocząć przez większość czasu jazdy
S4 – vert-riding
S5 – „nie wiem, czy dam radę przejść to pieszo”
Ogólnie w Zermatt większość tras zaczyna się pod poziomu czarnych tras w Bielsku. Fajnym „testerem” jest też sekcja „połlisz łisler” czy trasa A2 w Srebrnej Górze – jest tam trochę elementów, które przypominają wysokie góry.
Taki off topic. Pytanie o hamulce, mianowicie: zady i walety zestawu – przód 4tłoczny a tył 2tłoczny? Tak/nie/czemu. Pytam, bo raczej prawie każdy obecny na rynku, konkretny tylny 2tłok da radę nawet przy ciężkim riderze. Trail napewno, ęduro?, a dh wiadomo. Więc?
Jeśli są zestawy 4/2 do których pasują te same klocki (żeby nie wozić 2 kompletów) to o ile nie jesteś bardzo ciężki i nie robisz bardzo długich zjazdów, można się o taki zestaw pokusić. Nowe hamulce 2tłoczkowe owszem, dają radę pod względem siły hamowania ale fizyka jest taka sama, tzn ryzyko przegrzania małego lekkiego hamulca na zwykłej tarczy jest takie samo jak kiedyś, dlatego wg mnie jeśli 2 tłoczki to do tego dobra większa tarcza. Sam dla spokoju mam 4t na obu kołach i tył w Alpach dostaje po dupie, ale ważę netto 88.
Matterhorn, góra moich marzeń. Mam nadzieję że kiedyś dane mi będzie na nią sie wspiąć a jeszcze jak by wyjazd połączyć z rowerem…
Na miejscu poznaliśmy Marzenę „Marzkę” ( http://www.instagram.com/marzena.rosiak.marzka ), która właśnie taki plan zrealizowała. Jak ładnie ją poprosisz (patrz: kilka komentarzy wyżej), to może podzieli się swoimi doświadczeniami? ;)
Po raz pierwszy przejrzałem najpierw zdjęcia, a potem biorę się za czytanie artykułu. Zdjęcia są naprawdę świetne!
Czas na zmianę tapety, ale aż ciężko będzie się na coś zdecydować ;)
Hej,
w artykule napisałeś że 1 dniowy Bikepass 115 CHF, a 3-dniowy – „zaledwie” 40 CHF więcej.
Masz gdzieś link do cennika? Próbowałem wygooglować i wszędzie było 115 za dzień…
Dzięki za zmotywowanie do sprawdzenia – okazało się, że miałem błąd i że jednodniowy kosztuje… 128 CHF. Ich waluta powinna mieć skrót „LOL” albo „WTF” zamiast CHF :P
W nagrodę za wnikliwość, pełny cennik 2019:
Co ciekawe, jak masz Swiss Pass ceny są 50% tańsze, tak zwany Halbtax ma praktycznie każdy mieszkaniec Szwajcarii który podróżuje pociągiem
Wie ktoś którym szlakiem zjeżdża się z alphubeljoch?
No i bookuje to w kakendarzu
Byłem zobaczyłem. Jedno z piękniejszych miejsc na Ziemi.Widok z Gornergratt na Matterhorn i późniejszy zjazd do Zermatt- boski. Cała szwajcarska infrastuktura- niesamowita. Jedziesz i wiesz za co płacisz.
Zdecydowanie polecam
Fantastyczne zdjęcia i świetny artykuł. Byłem w Zermatt w sierpniu i wspiąłem się (na piechotę) do Gornergrat. Spotkałem parę osób na endurówkach. Szczególnie jeden facet na Sancie jechał takim trawersem, na którym mi się źle robiło patrząc w dół… Dobrze wiedzieć, że są też mniej hardkorowe trasy prowadzące na dół. Będę musiał się wybrać tam jeszcze raz z rowerem, bo miejsce jest nieziemskie!
Wyjazd za 7 tygodni! Najpierw Zermatt na 5 dni, później Sellaronda na 3, a później transalp z Tomkiem Pawłusiewiczem. Fakju covid!
Dziękuję za przewodnik od kiedy go przeczytałam nie mogłam się doczekać polecam okres między sezonami, dzisiaj na trasie Hobbit, Chalbetmatta i Yo-Yo nie spotkałam ani jednej duszy. Były tylko drobne atrakcje ze śniegiem i lodem ale to tylko na samej górze
Witam, fachowa relacja analizuje już od jakiegoś czasu wasze spostrzeżenia. Byliśmy z żoną w tym roku pośmigać w Zermatt na śniegu i mamy zaplanowany wyjazd letni pod koniec lipca, i mam do Was pytanie czy na rowerach na których jeździmy czyli Scott spark, da radę w miarę pojeździć w Zermatt?
Hej! Myślę, że akapit „JAKI ROWER?” odpowiada na to pytanie ;) Wiem, że wolałbyś jednoznaczną odpowiedź „tak/nie”, ale trudno mi ocenić, jakie są Wasze doświadczenia/skill i na ile pewnie czujecie się na tych rowerach w wymagającym terenie.
Hej, w którym miesiącu miał miejsce ten wyjazd? Zastanawiam się nad wizytą w lipcu ale obawiam się że prędzej powinienem narty wtedy wziąć…
My byliśmy w połowie sierpnia, ale w lipcu raczej nie spodziewałbym się problemów – narty możesz wziąć, bo wyciąg na lodowcu działa cały rok ;)
Ale może wypowie się ktoś jeszcze, kto był wcześniej…?
Dzięki za info. Na Trailforks widzę przejazdy po trasach nawet tych wysoko z Gornergrat i po zdjęciach wygląda że śniegu nie było już w czerwcu.. więc może faktycznie nie będzie tak źle..
Cześć. Te widoki to miód na moje u…. tfu…. oczy! Mam pytanie – czy kolej zębata na Gornergrat posiada opcję karnetu jednodniowego? Odnośnie wyciągów to sprawa wyjaśniona, będzie musowo wykupić 4 dniówkę i katować w opór. A Gornergrat przydałby się karnet żeby kilka razy powtórzyć – jeśli nie, zapłaci się każdorazowo „one way ticket”
Polecam bike kingdom – Lenzerheide/Arosa. Chyba jest troche taniej:)