Miejsca: Santa Caterina di Valfurva, Włochy

27 lipca 2023 29

Dawno nie dałem Ci na blogu żadnej miejscówki, która bezwzględnie zasługiwałaby na wpisanie na endurową bucket listę. Lepiej szykuj wniosek urlopowy, bo dziś jest ten dzień! Oto Santa Caterina di Valfurva w wersji enduro, podana na talerzu, z gotowymi wycieczkami na tygodniowy urlop.

Santa Caterina di Valfurwa - trasy enduro MTB
Przewodnik ten powstał dzięki nieocenionej pomocy Tomka Pawłusiewicza z Transalp.pl, który jest autorem opisanych w nim tras i starym wyjadaczem Santa Cateriny (o reszcie tego regionu nie wspominając). Relacje z organizowanych przez niego wypraw znajdziesz oczywiście na blogu.

Gdzie to jest i jak dojechać?

Santa Caterina di Valfurva to ośrodek narciarski położony na wysokości ponad 1700 m n.p.m., niedaleko Bormio. Zalicza się on do regionu Alta Rezia, który możesz kojarzyć z Livigno, oddalonego od Santa Cateriny o nieco ponad godzinę jazdy samochodem (możesz połączyć trasy z obu miejscówek w jeden ultra-epicki wyjazd). A jak już będziesz siedzieć za kierownicą, warto odwiedzić drugi punkt orientacyjny: leżące na północy Passo dello Stelvio (2758 m n.p.m.). Tę kultową drogę możesz też zaliczyć po drodze z Polski, o ile będziesz jeszcze w stanie po ok. 12 godzinach za kółkiem (licząc z Katowic/Krakowa/Wrocławia). Standardowa trasa dojazdowa wiedzie przez Czechy, Austrię (winiety) i kawałeczek Szwajcarii (bez winiety).



Santa Caterina Valfurva mountain biking trails






Trasy enduro w Santa Caterina – północ

Żeby nieco ułatwić ogarnięcie w głowie co i jak, podzieliłem trasy na położone na północ i na południe od Santa Cateriny. Wszystkie wycieczki na północ zaczynają się od mozolnego podjazdu asfalto-szutrem w kierunku schroniska Rifugio Pizzini – nie ma tu ratunku wyciągiem, więc ta część mapy jest idealna pod e-bike’i lub dla osób, które lubią zapracować na swoje zjazdy. A jest na co pracować!


1. Panoramico Pizzini + Baite del Confinale

30 km, ↑1200 m

Klasyka Santa Cateriny, trasa najłatwiejsza technicznie, dobra na początek i zapoznanie z terenem, ze względu na stopniowo rosnący poziom trudności pozwalający oswoić się z genialnymi widokami na lodowce – najpierw z podjazdu do schroniska Rifugio Pizzini doliną Valle dei Forni, następnie z łatwego, mega-widokowego trawersu biegnącego nad Santa Cateriną. Mniej więcej od połowy jego poziom trudności zaczyna rosnąć. Po drodze są dwa warianty szybszego zjazdu do Santa Cateriny, z których polecam skorzystać, jeśli ma to być lekka, łatwa i przyjemna wycieczka na pierwszy dzień urlopu.

Ale jeśli w tym miejscu czujesz niedosyt, możesz pojechać dalej. Trawers robi się tu zdecydowanie bardziej techniczny i interwałowy – a do tego często rozdeptany przez krowy, a przez to upierdliwy. Prowadzi aż do trasy Baite del Confinale – długiego, soczystego, korzenistego singla enduro.


2. Ponti Tibetani

8 km, ↑500 m

Tę niepozorną pętelkę teoretycznie można dokleić do powyższej trasy, ale uważaj na skromne cyferki! Ponti Tibetani to w praktyce całkiem dużo soczystej jazdy… i potrzebnego na nią czasu. Jeśli nie masz naprawdę ponadprzeciętnego tempa, polecałbym raczej zrobić z niej osobną wycieczkę (ewentualnie na deser dokleić do niej Baite del Confinale, jeśli zrezygnowałeś z niej pierwszego dnia). Żeby uniknąć ponownego pedałowania asfaltem przez całą dolinę, warto odżałować kilka euro na płatny wjazd samochodem aż do schroniska Rifugio Forni, które jest idealnym punktem startowym.

Runda ta zawdzięcza nazwę podobieństwu do… Himalajów. Dosłownie oznacza „tybetańskie mosty”, które tutaj zawieszone są nad rwącymi potokami schodzącymi z lodowca, który zdaje się być na wyciągnięcie ręki (a jeszcze kilka lat temu dosłownie był). Jest tu też jedyny w swoim rodzaju odcinek zjazdu po wielkich, gładkich skałach i… wyjątkowo stromy podjazd i wnoszenie roweru, żeby w ogóle się tu dostać. Choć Tomek twierdzi, że to musiała być przejściowa sytuacja spowodowana osunięciem skał. Pocieszające.


3. Passo Zebru

50 km, ↑2100 m

Jak już posmakowałeś himalajskich klimatów, czas wybrać się w Prawdziwe Góry. Przełęcz Zebru, którą widziałeś już w oddali, sącząc piwko w Rifugio Pizzini, znajduje się na wysokości 3005 m n.p.m, a to już nie w kij dmuchał. Dobra wiadomość: większość przewyższenia pokonałeś już na dojeździe do schroniska. Zła: ostatnie 300 metrów (w pionie!) jest oczywiście najgorsze, bo na tej wysokości płuca działają jak u gruźlika po biegu przez płotki. Na szczęście podejście jest w miarę wygodne – nosić roweru nie trzeba.

Kiedy już uporasz się z podejściem na przełęcz i zrobisz milion zdjęć, czeka Cię genialny widokowo, 15-kilometrowy zjazd do doliny Val Zebru. Zjazd na początku jest dość trudny technicznie (głównie przez sypką nawierzchnię), po drodze jest też jedno niebezpieczne zejście po łańcuchach, ale ogółem, jak na tę wysokość, stosunek frajdy z jazdy do walki o przetrwanie wypada całkiem korzystnie. Nie zrozum mnie źle: to wycieczka dla zaawansowanych, ale jako taka, oferuje bardzo dobry flow. No i wspomniane już absolutnie epickie widoki!

Jedyne, co psuje doskonałe wrażenia, to konieczność domknięcia pętli szutrowym szlakiem rowerowym lub asfaltem. Zaczynając z Santa Cateriny, podjazd nim zostanie Ci na koniec – słaby sposób na zakończenie dnia. Dlatego warto rano zostawić samochód w Bormio lub okolicznym San Antonio, czyli w najniższym punkcie pętli – mocno wydłuży to pierwszy podjazd, ale za to na koniec zostanie Ci tylko soczysty zjazd.


4. Bochetta di Forcola (a.k.a. Stelvio)

35 km, ↑700 m

Wycieczka bonusowa, bo nawet nie zahaczająca o Santa Caterinę. Ale jeśli jesteś w okolicy na dłużej, zdecydowanie warto ją przejechać. W uproszczeniu, jest to epicki trip z przełęczy Stelvio do Bormio, ze znaczną przewagą zjazdów nad podjazdami. Nie licząc oczywiście samego podjazdu na Stelvio, który najlepiej pokonać… autobusem z bagażnikiem na rowery. Można też zostawić samochód na szczycie i po skończonej wycieczce wysłać po niego jedną osobę na elektryku (taką opcję wybrałem po sezonie – autobus kursuje tylko w lipcu i sierpniu) bądź autostopem.

Sama wycieczka to epickie widoki, zmieniające się nawierzchnie (od gładkich, ziemnych singletracków po dawną strada militare – wijącą się serpentynami po stromym zboczu drogą z czasów I wojny światowej, która z czasem zerodowała do szerokości singletracka) i poczucie spędzenia całego dnia gdzieś daleko w wysokich górach, z dala od cywilizacji. Rewelacja!


Bike Shuttle w Santa Caterina

Jak wspomniałem na wstępie, na powyższych wycieczkach nie można się ratować wyciągiem – ale można shuttlem. Do schroniska Rifugio Pizzini kursują Land Rovery z przyczepkami rowerowymi, co może być kuszącym ułatwieniem w przypadku wyprawy na Passo Zebru. Rowerowe taksówki kursują też na Stelvio, co poza sezonem i/lub przy większej grupie może być alternatywą dla autobusu bądź kombinowania z własnym autem. Orientacyjne ceny:

  • Santa Caterina – Rifugio Pizzini: 60 euro (do 3 osób; przy większej grupie 17 euro za osobę)
  • Santa Caterina – Stelvio: 80/90 euro (niski/wysoki sezon)

Kontakty: Alpin Taxi Cola / Compagnoni Service






Trasy enduro w Santa Caterina – południe

Południe to przede wszystkim kultowa wycieczka Bormio 3000 oraz (jedyny) wyciąg wywożący z Santa Cateriny do schroniska Sunny Valley położonego na ok. 2700 m n.p.m. Więc jeśli nie masz elektryka lub kondycji, pewnie bardziej Cię będzie ciągnęło do tych rejonów. Warto tylko mieć świadomość, że tutejsze trasy nie mają nic wspólnego z typowym bikeparkiem – w dalszym ciągu mówimy o solidnym enduro.


5. Sunny Valley – Dynamite Trail – Dos Bolon (Superenduro)

20 km, ↑600 m

Dynamite Trail to główny wariant zjazdu z Sunny Valley i chyba jedyna oficjalna zjazdowa trasa rowerowa w okolicy. Mimo to, jest ona w 95% naturalna – nie spodziewaj się tutaj wymuskanych band i bikeparkowych przeszkód.

Aż do przecięcia z asfaltem Dynamite Trail biegnie powyżej linii drzew, więc widoki są rewelacyjne. Polecam skupiać się na nich w pierwszej, nieco łatwiejszej części zjazdu, którą można zrobić w kilku wariantach, jeśli miałbyś ochotę kręcić się cały dzień pod wyciągiem.

Odcinek wzdłuż potoku Torrente dell’Alpe to już w stu procentach angażująca, genialna, techniczna walka z… rzeką głazów. Na pierwszy rzut oka szlak wydaje się trudno przejezdny i nierytmiczny, ale po kilkudziesięciu metrach można złapać taki flow, by praktycznie nie schodzić z roweru! W odblokowaniu się bardzo pomaga fullface (polecam) i zapamiętanie, że większość kamieni lepiej jest przejechać górą, zamiast nerwowo lawirować między nimi. Bardzo pomaga też fakt, że większość kamcorów jest stabilnie osadzona w ziemi. Ten odcinek to jedno z moich lepszych rowerowych doświadczeń minionego sezonu!

Po przecięciu drogi asfaltowej (prowadzącej na przełęcz Gavia) przy Ponte dell’Alpe czeka jeszcze ponad kilometr bardzo soczystego enduro na dolnym, leśnym odcinku Dynamite Trail. Ja jednak proponuję zostawić sobie go na drugi przejazd (i w ten sposób wypełnić cały dzień jazdą), a przy pierwszym wydłużyć wycieczkę zgodnie z trasą zawodów Italian Superenduro.

Po zjechaniu do Ponte dell’Alpe skręć w prawo na ok. 30-minutowy podjazd asfaltem w kierunku Passo Gavia (jest to fragment kultowego etapu Giro d’Italia – nie zapomnij ogolić nóg). Przed przełęczą odbij jednak w lewo, na klimatyczny, usiany kamieniami (i kozimi bobkami, tudzież samymi kozami), a przy tym dość długi, interwałowy trawers w kierunku Dos Bolon – wodospadów spadających do głębokiego wąwozu, wzdłuż którego prowadzi dość stromy i bardzo pokręcony, ale bardzo przyjemny i satysfakcjonujący zjazd w kierunku miejsca, gdzie kończy się (pominięty przeze mnie) leśny fragment Dynamite Trail. Reszta zjazdu do Santa Cateriny szutrem i trasą “Linea” to już formalność.


Wyciąg w Santa Caterina – instrukcja obsługi

Garść pro-tipów dla korzystających z wyciągu:

  • wyciąg składa się z dwóch odcinków – nas interesuje wjazd na sam szczyt, czyli „One-Way Ticket S.Caterina-Vallalpe 1st + 2nd section”;
  • …ale tak naprawdę to nie, bo jest jeszcze trzeci odcinek – po minięciu szczytu gondola zjeżdża kawałek w dół na drugą stronę góry. Wysiądź w najwyższym punkcie, czyli na drugiej stacji przesiadkowej!
  • już przy dwóch wjazdach opłaca się kupić karnet całodzienny – pojedynczy kosztuje 17 euro, a karnet: 26 euro. Lub trochę mniej przy zakupie przez internet.

6. Bormio 3000

30 km, ↑300 m

Wycieczka, od której zaczęła się moja przygoda z Santa Cateriną (dziś sam jestem dziadkiem…). Możesz ją kojarzyć z przewodnika po Livigno, gdzie pokazałem często opisywany, długodystansowy wariant objeżdżający cały masyw. Niestety kończy się on mozolnym, 18-kilometrowym powrotem do Bormio ścieżką rowerową, więc tutaj chciałbym zaproponować znacznie fajniejszy wariant skondensowany.

Z Santa Cateriny do Bormio możesz dojechać na dwa sposoby: asfaltem (droga biegnie cały czas w dół, więc zajmuje to maksymalnie pół godziny i na upartego pozwala zrobić całą wycieczkę nawet na zjazdówce) lub – jeśli aż tak Ci się nie spieszy – zaznaczonym na tracku szutrowym trawersem, a od San Antonio przyjemną dróżką nad rzeką.

Natomiast samo Bormio 3000 to wjazd gondolą z Bormio na ponad 3000 m n.p.m. i zjazd do Santa Cateriny jedynym w swoim rodzaju wysokogórskim szlakiem. Pierwsza część biegnie po skalnym rumowisku. O dziwo ten odcinek wcale nie jest najtrudniejszy, ale najbardziej zostaje w pamięci! Po jakimś czasie przechodzi w bardziej typowy alpejski singiel między polanami i jeziorkami. Najwięcej atrakcji czeka na Ciebie na ostatnim zjeździe trasą “Le Cune” (nazwa wg. Trailforks) – to bardzo wymagający technicznie (korzenie, kamienie, stromo), a zarazem bardzo satysfakcjonujący odcinek zjeżdżający niemal do samej Santa Cateriny.

Ciekawym bonusem, pozwalającym solidnie wypełnić cały dzień jazdą, jest wycieczka „piętro niżej”, czyli Bormio 2000. Gondola na szczyt Cima Bianca (z którego startuje zjazd Bormio 3000) ma dwa odcinki – ok. 11-kilometrowa dodatkowa pętla (400 m przewyższenia) zaczyna się i kończy przy środkowej, przesiadkowej stacji wyciągu – nie jest nawet potrzebny dodatkowy karnet. Czyli najpierw wysiadamy na stacji pośredniej, robimy pętlę Bormio 2000, a potem jedziemy dalej na samą górę i robimy Bormio 3000.

Bonus Bormio 2000:


Poziom trudności – dla kogo i na jaki rower?

Santa Caterina na Trailforks wygląda niepozornie – trasy w większości są niebieskie i czerwone. Ale nie daj się zmylić! Panuje tu lekki bałagan i zależnie od trasy, kolor czerwony czasem oznacza poziom średni, a czasem… najwyższy (double black diamond). Nawet z tą świadomością warto dodać sobie jedno „oczko” w skali trudności, czyli niebieskie traktować jako średnio-trudne (S2), a czerwone jako trudno-trudne (S3). Wycieczek w całości łatwych praktycznie tutaj nie ma, więc Santa Caterinę polecam osobom zaawansowanym, dla których trasy w okolicznym Livigno są już zbyt wymuskane i wolą bardziej naturalne, wąskie, kamieniste i pokręcone wyzwania o wysokogórskim charakterze. Przyda się też co najmniej znośna kondycja… lub elektryk.

Santa Caterina di Valfurwa - trasy enduro MTB

Opisany wyżej charakter tras przekłada się też na rekomendacje sprzętowe. Zdecydowanie polecam fulla enduro lub ścieżkowca z dobrą geometrią, szczególnie w wersji elektrycznej, która pozwoli uniezależnić się od wyciągów, shuttli i… kryzysu wieku średniego dnia trzeciego. Oczywiście da się Santa Caterinę ogarnąć bez wspomagania, ale potrzebna będzie solidna łyda – zwłaszcza na północnych trasach, zaczynających się od dłużącego się (choć widokowego) podjazdu doliną Valle dei Forni w stronę Rifugio Pizzini. Tylko w przypadku tras południowych (Bormio / Sunny Valley) można posiłkować się wyciągami.

Livigno Bormio 3000 Freeride


Co zabrać?

Ze względu na wysokogórski charakter niektórych tras, trzeba zabrać plecak, w którym zmieści się solidna kurtka przeciwdeszczowa, coś cieplejszego do ubrania oraz suchy prowiant i mokre picie na cały dzień jazdy (choć zdarzają się źródełka i potoki). Po drodze wprawdzie będziesz mijać schroniska, ale hej, jesteś we Włoszech – może się okazać, że w “porze obiadowej” (po 14) zjesz co najwyżej espresso (jeśli będziesz mieć szczęście, może znajdzie się jakieś panini na ciepło lub chociaż ciasto).

Santa Caterina di Valfurwa - trasy enduro MTB

Do plecaka wrzuć też powerbank – nawigacja nie jest zbyt skomplikowana (Mapy.cz + Trailforks załatwiają temat), ale ilość zdjęć, jaką zrobisz po drodze, rozprawi się z akumulatorem telefonu szybciej, niż inflacja z Twoimi oszczędnościami.

W kwestii uzbrojenia, ochraniacze na kolana są oczywiście obowiązkowe – trasy są mocno kamieniste i nawet głupia podpórka może się skończyć przerwanym urlopem. Kask wedle uznania – mój wybór widzisz na zdjęciach, ze względu na interwałowy charakter wszystkich tras ma on wiele zalet. Ale warto też rozważyć lekkiego fullface’a z dobrą wentylacją i odpinaną szczęką.

Santa Caterina di Valfurwa - trasy enduro MTB


Santa Caterina – kiedy jechać i na jak długo?

Po powyższej liście całodziennych wycieczek pewnie już się domyślasz, że nie jest to miejscówka na weekend. Niektóre trasy można połączyć, z niektórych zrezygnować, ale tak czy siak, w ciągu tygodniowych wakacji nie będziesz się tu nudzić. A wbrew pozorom znalezienie miejscówki, w której można siedzieć przez tydzień i codziennie łoić soczyste tripy, nie jest takie łatwe.

Gdzie spać? Noclegu możesz szukać w Santa Caterinie, ewentualnie w DUŻO większym Bormio, skąd można zacząć połowę tras. W grę wchodzą też wioski pomiędzy nimi i dojazdy autem – samochód tak czy siak się przyda. Upewnij się też, że masz do dyspozycji parking i bezpieczne miejsce na rowery.

Warto dobrze przemyśleć termin wyjazdu. Jak zawsze we Włoszech, bezwzględnie należy unikać okolic 15 sierpnia (a najlepiej w ogóle sierpnia), kiedy to cały kraj jedzie na “przymusowe” wakacje. Dużo lepszym pomysłem jest lipiec. My byliśmy we wrześniu, ale ten termin polecam głównie miłośnikom ciszy i… e-bike’ów, bo w pierwszej połowie września zamyka się wyciąg (w 2023 ma on działać od od 8 lipca do 10 września) oraz większość restauracji i ułatwień, takich jak autobus na Stelvio. Pro-tip: nocleg we Włoszech najłatwiej znaleźć od soboty do soboty, a w wakacje jest to często jedyna opcja.


Co robić poza rowerem – dodatkowe atrakcje

Szczerze? Nie wiem. Raczej nie polecałbym Santa Cateriny na wakacje z nierowerowym towarzystwem, bo poza górskimi trekkingami, sama wioska oferuje niewiele, zwłaszcza poza wysokim sezonem (wtedy lepiej wybrać Bormio). Ja jazdę na rowerze uzupełniłem drugą pasją – popołudniami objeżdżałem okoliczne przełęcze samochodem. Stelvio, Umbrail i Gavia to nazwy, które kojarzy każdy miłośnik motoryzacji – wszystkie są w promieniu rzutu mokrym beretem od Santa Cateriny.


Santa Caterina – podsumowanie

Santa Caterinę pierwszy raz odwiedziłem przy okazji wakacji w Livigno – wyskoczyłem na jeden dzień, żeby przejechać kultową wycieczkę Bormio 3000 i prawdę mówiąc… nie zapamiętałem tej okolicy najlepiej. W kolejnych latach Tomek Pawłusiewicz – mój alpejski mentor ;) – wielokrotnie mi o niej przypominał, ale jakoś nie dawałem się namówić. Drugą szansę Santa Caterina dostała dopiero przy kolejnych wakacjach w Livigno – tym razem wybrałem najłatwiejszą trasę w okolicy (Panoramico Pizzini) – i to było to! Santa Caterina szybko przesunęła się na pierwsze miejsce mojej listy miejscówek do odwiedzenia i dokładnego rozpoznania. Po przejechaniu wszystkich najlepszych wycieczek żałuję, że nie dałem jej szansy wcześniej, bo jest to jedno z niewielu miejsc, do których chętnie bym wrócił, nawet żeby kolejny raz przejechać dokładnie te same trasy. Gorąco polecam!


Zobacz też inne przewodniki po alpejskich miejscówkach:

 

Subscribe
Powiadom o
guest

29 komentarzy
najstarszy
najnowszy oceniany
Inline Feedbacks
View all comments
Janusz
Janusz
1 rok temu

Dziekie za super opis, w tym roku jadę transalpa, ale może w następnym bardziej stacjonarnie.
Będę miał na uwadze Santa Catarine

Janusz
Janusz
1 rok temu
Reply to  Michał Lalik

Wiem, byłem ,znam to uczucie przeplatane z euforią i zmęczeniem:)

Janusz
Janusz
1 rok temu
Reply to  Michał Lalik

Woow Passo Zebru wygląda bajecznie.
Teraz jadę z Tomkiem Tuxerjoch Route to co ty kiedyś jechałeś.
Pozdrawiam

MojaKorba
MojaKorba
1 rok temu

Miałem szczęście przejechać wszystkie te trasy i mogę powiedzieć, że opis jest bardzo akuratny. Może jedynie dodałbym, że łańcuchy z Passo Zebru nie są aż tak łatwe jakby to wynikało z opisu ale to subiektywne odczucie więc mogę się mylić.

Mari(a)n
Mari(a)n
1 rok temu
Reply to  Michał Lalik

Yyy, jak się schodzi z rowerem po łańcuchach, bo jakoś nie bardzo umiem sobie to wyobrazić? :-O

Mari(a)n
Mari(a)n
1 rok temu
Reply to  Michał Lalik

Rozumiem, dzięki ;)
To jeszcze pytanie, jaka to jest „solidna kurtka przeciwdeszczowa” na rower? Jakieś przykłady? ;)

Mari(a)n
Mari(a)n
1 rok temu
Reply to  Michał Lalik

Thx, ale Dynafit – cena z kosmosu…

Przerabiałem
Przerabiałem
1 rok temu
Reply to  Mari(a)n

Jedyna 3L która schodziła cenowo półkę niżej jaką kojarzę, to były wybrane kolory Cyclone Rescue 2 nie za szeroko znanej u nas marki Race Revolution. Przy odrobinie szczęścia da się za 500-600 ją dostać. Potem niestety niezależnie od firmy pojawia się metka w okolicach 900

madcu
madcu
1 rok temu

Ja pie…le ale foty.

Tenfiip
Tenfiip
1 rok temu

Czekam na Alpy szwajcarskie, Lenzerhide i okolice :)

Tenfilip
Tenfilip
1 rok temu
Reply to  Michał Lalik

Karnet do 17:00 kosztuje 50 CHF, do 20:00 doplata 30 CHF. Jakas pizza 20 CHF, parking pewnie 10 CHF caly dzien. Nie wiem ile nocleg bo jezdzilem tylko na jeden dzien:) ale ponoc najlepiej nie przez booking, tylko przez lokalne centrum turystyczne wynajac.

Piotrek
Piotrek
1 rok temu

Cześć, jakie ochraniacze na kolana Ci się sprawdzają na takich wycieczkach?

Niuti
Niuti
1 rok temu

Grube tripy…..ale widzę, że wszyscy i wszystko na prund. Tripy dla staromodnych to już chyba tylko Beskidy ;P

Wojtek
Wojtek
1 rok temu

Czym robisz te zdjęcia? Są cudne!

Wojtek
Wojtek
1 rok temu
Reply to  Michał Lalik

Dzięki, myślę że rola fotografa jest tutaj jednak najważniejsza.

Mateusz
Mateusz
1 rok temu

Czy rzeczywiście trasy wymagają roweru enduro? Po zdjęciach nie widzę, że konieczne jest gdzieś 160mm skoku. Nie widzę głazów, uskoków itp. Ogarnie te trasy lekkim rowerem downcountry 120mm z nowoczesną geometrią i solidnymi oponami 2.4?
Leciałem w tym roku Trans Alpa z żoną i stwierdziliśmy, że dźwiganie enduro jest zdecydowanie zbędne.

Mateusz
Mateusz
1 rok temu
Reply to  Michał Lalik

Downcountry to jednak wg producentów dalej rower XC tyle że na małym dopingu :) Ale rzeczywiście jak ktoś jest wyjeżdżony w terenie to chyba nic więcej w Alpach nie potrzeba przy wariancie z podjeżdżaniem bez prądu.

Bywamy od kilku lat regularnie w Alpach i udział elektryków już niemal 100%. I absolutnie to rozumiem. Dlatego tym bardziej szacun za przejechanie Trans Alpa tak z marszu. Spore wyzwanie bez dobrej formy.

Dzięki za polecenie kolejnej miejscówki. Na pewno odwiedzimy.

ksh
ksh
1 rok temu

Dziękuję że znów piszesz takie inspirujące i długie artykuły :) . Pozdro.

Twój koszyk

facebook twitter youtube vimeo linkedin instagram whatsup search menu